Jak to się zaczęło?

28 Czerwca 2017 roku stałem się oficjalnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! Zostałem ojcem. Pamiętam, że byłem ogromnie wzruszony i nuciłem sobie fragment piosenki „you can have fun with a son, but you got to be a father to a girl”. Doszło do mnie wtedy, że faktycznie, skoro zostałem tatą, to teraz jestem odpowiedzialny za życie tego małego człowieka, a precyzyjniej mojej małej księżniczki.

Księżniczka należy do królowych nocy, a przynajmniej było tak po urodzeniu. Każda noc była nasza 🙂 Było więc dużo okazji do testowania jak działają na nie różne piosenki, w tym te, o których się mówi, że pomagają usnąć…

Śpiewam codziennie, prawie co chwilę łapię się na tym, że coś nucę ale nigdy nie śpiewałem kołysanek. To była dla mnie nowość! Z mojego dzieciństwa pamiętam, że nie znosiłem śpiewania i bajek, w których było dużo piosenek. Wtedy taka bajka się „nie liczyła”. Po czasie myślę, że to wynikało z tego, że nie wiedziałem jak śpiewać, a kiedy już próbowałem to brzmiało to źle. A więc kołysanki… tylko jakie?

Najbardziej oczywiste wydawało mi się „Ach śpij kochanie” (link)

Natomiast muzycznie najbardziej lubię „Był sobie król” (link)

Ale też kusiło „Isn’t she lovely” (link)

No to śpiewamy

Trochę bałem się, że jak zacznę śpiewać to moja córeczka będzie płakać, albo zatykać uszy, albo, że jej słuch uszkodzę… ale nie przeszkodziło mi to w tym, żeby spróbować i co mnie zszokowało mała się od razu uspokajała. Mam też delikatne wrażenie, że się uśmiechała… oczywiście może to być moje wyolbrzymienie (ale czemu nie?). Pewne jest jedno jak tylko zaczynałem śpiewać Nastka robiła się grzeczna i w większości przypadków mrużyła oczy. Może było za głośno i w taki sposób to pokazywała, albo usypiała z nudów… ale cel udawało się osiągnąć. Czasem wymagało to dużo większej ilości piosenek i drugiego głosu w postaci Mamy.

Myślę, że to nasze muzykowanie na dobranoc miało super wpływ na małą ale też na nas. Ja zacząłem walczyć z lękiem przed śpiewaniem, który gdzieś w moim dzieciństwie zaczął mi przeszkadzać. Poza tym śpiewaliśmy wszyscy – cała rodzinka – mała krzyczała, my próbowaliśmy śpiewem ją ukoić i uspokoić. Nie był to koncert eksportowy ale w naszym małym gronie była to prawdziwa mega produkcja.

Co z tego wynika?

Doszło do tego, po prawie dwóch latach, że jak Aga zaczyna śpiewać to mała ją ucisza i mówi „Nie! Tata!” i tym samym wyjaśnia kto ma w domu śpiewać 🙂 bawi mnie to okrutnie, bo wiem jak wspaniale śpiewa moja żona, ale też to daje do myślenia – nie ważne jak śpiewasz, co o tym myślisz, dla Twojego dziecka i tak będziesz tym pierwszym głosem i tym księciem z bajki.

Jakie to wspaniałe, że dzieci z natury nie mają tego oceniania, krytykowania i prześmiewania jak coś nie wyjdzie. One po prostu przyjmują to co chcesz im dać i cieszą się na wspólnie spędzone chwile. Więc jeśli masz jakieś obawy czy śpiewać swojemu dziecku – nic się nie przejmuj – jesteś wspaniała/y i Twoje dziecko to wie. Teraz pora wyruszyć na wspólną muzyczną przygodę!

Gorąco polecam zabawę w naśladowanie – jedna osoba coś śpiewa, druga próbuje powtórzyć, dziecko podłapuje i z czasem też samo proponuje i można od niego zgapiać i tak razem się rozwijać 🙂

Druga genialna opcja, może nawet jeszcze lepsza, to bujaczek, w którym dziecko jak jest małe to leży, a Ty odpalasz Youtube, wpisujesz „karaoke” i śpiewasz wszystko po kolei. Maleństwo ma najwspanialszy koncert, Ty masz okazję do poćwiczenia a przede wszystkim spędzacie razem czas pokazując, że pasja w życiu jest niezbędna. Tak samo jak muzyka.

Ściskam!

Idę pośpiewać Nastce 🙂

P.S.

Jak macie jakieś genialne piosenki dla dzieci to zapraszam do komentowania!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *